FANDOM


To Opowiadanie jest autorstwa Montez.


To Opowiadanie jest z cyklu Opowiadań o Harrym Potterze


Morze tego popołudnia było nadzwyczaj spokojne. Choć słońce wisiało wysoko nad całą okolicą ogrzewając innych promieniami słońca, tu było dość zimno, a delikatna mgiełka rozpryskującej wody o skały więzienia dla czarodziejów Azkaban delikatnie pieściła twarze dwóch przybyłych tu osób.

Mężczyzna o sztywnej, nadzwyczaj wyprostowanej posturze objął troskliwie ramieniem wiotką, bardzo bladą kobietę, na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że w młodości była bardzo piękną, kobietą, ale teraz jej wychudzona twarz i siwo słomiane włosy dziwnie komponowały się w przypasowanym ciemnym garniturze męża. Kobieta była chora, a gdy wraz z mężem mijała pierwszego dementora, jej wtopione w oczodoły oczy nabrzmiały dużymi kroplami łez.

- Chcieliśmy spotkać się z Bartemiuszem Crouch'em - rzekł opanowanym głosem pan Crouch do dementora przy najbliższych drzwiach, mocniej przytulając żonę do swojego boku.

Dementor opuścił szkieletową głowę w stronę obu ludzi, sprawiał wrażenie jakby wąchał nowo przybyłych, a potem machnął od niechcenia kościstą lśniącą dłonią w stronę drzwi, które otworzyły się przed nimi. Pan Crouch wprowadził żonę do środka, a dementor, który ich wpuścił szybko ich minął machając znów obrzydliwą dłonią, co miało znaczyć, aby poszli za nim.

Wokół piętrzyło się od cel, smród, wilgoć i gnijące jedzenie było odczuwalne za każdym krokiem, więźniowie na widok Crouch'ów wołali i wrzeszczeli w ich stronę, jakaś kobieta o nadzwyczaj gęstych, czarnych włosach plunęła im pod stopy, gdy na chwilę zatrzymali się przy jej celą. Crouch spojrzał na nią spod łba, a ona znów plunęła przez swoje kraty.

Osoba do której przyszli była nieco odizolowana od reszty więźniów, dementor zatrzymał się przed tą celą, a pan Crouch wraz z żoną spojrzeli w głąb celi. Na pierwszy rzut oka była pusta, ale gdy się lepiej przyjrzało można było dostrzec zwiniętego w kącie celi wychudzonego młodzieńca o brudnych włosach i bladej twarzy, na ich widok na czworaka podszedł do krat patrząc na nich z ziemi jak zbity pies.

- Mama - powiedział młodzieniec wyciągając rękę za kraty, ale kobieta stała za daleko aby mógł ją dotknąć.

Dementor na to zachowanie głośno warknął, a młody Crouch szybko cofnął rękę patrząc błagalnie na dementora.

- Chcemy wejść do środka - rzekł pan Crouch.

Dementor powiedział coś bardzo szybko, ale Crouch musiał go zrozumieć bo od razu powiedział.

- Moja żona jest umierająca, jej ostatnią prośbą było odwiedzić i objąć swojego syna, przecież nie będzie tego robić przez kraty - rzekł nadal opanowanym głosem.

Słychać było tylko wrzaski innych więźniów, oraz szlochanie pani Crouch a raz czy dwa ciężki oddech młodego Croucha. Po chwili dementor podniósł swą dłoń, złapał za gruby pręt drzwi celi i jednym ruchem otworzył ją.

- Możesz nas zostawić? - zapytał Crouch, dementor coś powiedział. - Oskarżasz wysoko ustawionego urzędnika Ministerstwa Magii o próbę pomocy ucieczce niebezpiecznego więźnia Azkabanu?! - tego przedtem opanowany ton, przeobraził się na niemiły warkot.

Dementor bezszelestnie odwrócił się i ruszył z powrotem korytarzem zatrzymując się kilka cel dalej.

Pan Crouch wprowadził żonę do celi, która runęła na kolana przed synem, obie zupełnie marmurowe twarze rozlały się, a oczy buchnęły strumieniami łez, natomiast pan Crouch nie ruszył się z miejsca, stał nad nimi patrząc beznamiętnym wzrokiem na tą scenę.

- Czego tu chcieliście - warknął młody Crouch, puszczając zapłakaną matkę i spojrzał na ojca. - Czy nie powiedziałeś, że nie masz już syna - głos młodzieńca był bardzo słaby, było widać, że też nie czuł się najlepiej.
- Nie przyszedłem tutaj dla ciebie, matka jest umierająca, jej ostatnią wolą jest uratowanie ci życia - rzekł prawie co bezszelestnie pan Crouch.

Młodzieniec rozwarł szeroko wysuszone usta, ale nic nie powiedział.

- Ojciec ma racje, już naszła na mnie pora, długo już nie pożyję - szepnęła pani Crouch.
- O czym ty do mnie mówisz - zapytał słabo młodzieniec.

Pan Crouch wyciągnął z kieszeni małą buteleczkę z błotnistym wywarem.

- Nie możesz, ty urzędnik ministerstwa, prawie minister - jęknął młodzieniec.

Stary Crouch nic nie odpowiedział tylko rozlał eliksir w dwie małe szklaneczki.

- Wrzuć tu kilka swoich włosów - powiedział podsuwając mu jedną z dwóch szklaneczek. Drugą podsunął swojej żonie, która złapała za czubek swojej głosy i wyciągnęła kilka włosów wrzucając do szklanki.

Wywar zaczął się pienić i przybrał kolor dojrzałej czereśni. Dopiero po chwili młody Crouch zrobił to samo, jego szklanka przybrała kolor zgniłej trawy. Pani Crouch wyrwała szklankę z wywarem w kolorze zgniłej trawy i wypiła do samego dna.

- Musisz to zrobić, to dla twojego dobra - powiedziała zaczynając lekko się trząść.

Młodzieniec pociągnął zdrowo ze szklanki z czerwonym wywarem lekko się krzywiąc. Pan Crouch przyglądał się jak młodzieniec zmienia się w swoją matkę, a kobieta przybiera postać swojego syna. Już po paru chwilach pan Crouch wychyli się z celi gestem wołając stojącego przy dalszej celi dementora.

Młody Crouch przebrany już w ubrania matki podniósł się ledwo z zimnej ziemi wieszając się na ramieniu ojca, a pani Crouch w łachmanach syna skuliła się w kącie celi. Dementor znów jednym trzaskiem drzwi celi zamknął ją, a potem ruszył przed parą kierując ich ku drzwiom wyjściowym.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki