FANDOM


To Opowiadanie jest autorstwa Atlantycki.


Rano Kacper jak zawsze obudził mnie trzaskiem drzwi, gdy wychodził na stołówkę po śniadanie dla nas. Miałem trochę czasu dla siebie, dlatego kontynuowałem czytanie Biblii, codziennie 1 rozdział, nigdy tego nie zaniedbuje, bo jak zapomnisz raz to już nigdy się nie opamiętasz.

Gdy przeczytałem wytyczoną przeze mnie część na dziś pomodliłem się, a gdy kończyłem modlitwę usłyszałem kroki. Spodziewałem się, że Kacper zaraz powie coś w stylu "chodźcie mam żarcie na dziś" jak mówi to co dzień ale zamiast tego usłyszałem głos Lucy

-Kapłan co się stało?

-Modlić się niemożna?

Zapytałem z lekkim poirytowaniem, ale po chwili zauważyłem, że drzwi wejściowe były otwarte, a przecież Kacper zawsze je zamykał. Gdy podszedłem bliżej zobaczyłem krew na podłodze po drugiej stronie drzwi. Ale przecież Kacper rano trzasnął drzwiami... jakim cudem one są otwarte?

- Zaopiekuj się Ange, a ja sprawdzę co się stało

powiedziałem i nie czekając na odpowiedź pobiegłem do stołówki. po drodze poślizgnąłem się na krwi, która była wszędzie, spodziewałem się wszystkiego ale nie tego:

Kacper leży na podłodze starając się dosięgnąć toporek klinowy niedaleko niego podczas gdy nogami szarpie się z jakimiś wariatami o stopionych twarzach, nad tym wszystkim stoją rządowi, których ta sytuacja wyraźnie bawi.

- Pomóż mi! zabij ich!

Krzyczy Kacper, ale jak! nie zabije człowieka nawet jak jest całkowitym wariatem! CZŁOWIEK TO CZŁOWIEK, a Bóg nie chcę żeby zabijać. Nie jestem jednak nieczuły, a poza tym Bóg nie byłby zadowolony gdybym teraz mu nie pomógł.

Złapałem Kacpra za ręce i zacząłem go szarpać w moją stronę, gdy zauważyłem, że mało to daje, podbiegłem do wariatów i zacząłem ich okładać pięściami z nadzieją, że odciągnę ich od Kacpra, ale oni nawet nie zwracali na mnie uwagi, byli omamieni zapachem krwi Kacpra.

Pobiegłem do sterty talerzy, wziąłem kilka i (rozbijając parę) położyłam je na ziemi obok "szamotaniny" po czym zacząłem talerz po talerzu rozbijać na głowach wariatów, ponieważ chciałem ich ogłuszyć a nie zabić, jednak nic to nie dało nie robiłem im najmniejszej krzywdy, tylko wkurzałem tym rządowych, którzy odciągnęli mnie od talerzy i przywiązali paskiem jednego z nich do ławki.

-Fajny byłeś, ale talerze kosztują!

powiedział jeden z nich.

-Talerz ważniejszy od człowieka?!?

Wykrzyczałem, patrząc bezradnie jak wariaty ciągną jęczącego z bólu Kacpra poza zasięg moich oczu.

-Boże wybacz tym ludziom to że Kacper przez nich teraz cierpi

powiedziałem, co niezwykle rozbawiło rządowych.

-Fajny jesteś... Kapłan... Już pamiętam czemu cię tak nazwaliśmy.

Powiedział rządowy wstrzykując mi coś w szyję...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki