FANDOM


To Opowiadanie jest autorstwa Mikhaln.


Na horyzoncie powoli malowały się szczyty wzgórz. Promienie wschodzącego słońca padały na liczne wzniesienia, które były celem podróżników. Musieli wyruszyć z jeszcze zanim nastał dzień, jednak widok był wart swojej ceny.

-Wzgórza Guilin- powiedział z zachwytem w głosie Mike.- Nie zaprzeczysz, że warto było przyjść.

-No dobra, wygrałeś- odparła mu Carrie,- ale następny cel podróży ja wyznaczam.

Chłopak spojrzał na swoją przyjaciółkę i podniósł ręce w akcje poddania.

-Ależ oczywiście- uśmiechnął się,- co tylko zechcesz. A mogę spytać cóż to będzie naszym celem?

-Dowiesz się w swoim czasie. Teraz nawet jeszcze nie dotarliśmy do wzgórz, które tak koniecznie chciałeś ujrzeć.

-No to się pośpieszmy- powiedział Mike i przyspieszył kroku.

Carie ruszyła za nim ledwo nadążając. Była od niego niższa prawie o dwie głowy, a Mike do najwyższych wcale nie należał.

-Musisz tak pędzić?- zawołała za nim z lekką irytacją.

-Nie narzekaj- odparł chłopak.- Im szybciej dojdziemy, tym dłużej będziemy mogli podziwiać ten cud natury. Może narysujesz coś z tego?

Dziewczyna spojrzała na niego z lekkim zamyśleniem.

-Hmm…- podrapała się po brodzie, uśmiechając się lekko.- Zobaczę. Jeśli będzie warto.

-Będzie, zaufaj mi- odparł Mike nie zwalniając kroku.

Po półgodzinnym marszu znaleźli się na miejscu. Dookoła wznosiły się niezwykle strome wzniesienia. Patrząc na nie aż trudno było uwierzyć, że w ich powstanie nie ingerował człowiek. Wzgórza były tak strome, że zdawały się być wręcz wyrzeźbione. Patrząc na nie zdawały się przypominać kły.

-Kły Smoka…- powiedziała w zamyśleniu Carrie.- Co sądzisz?

-Nawet pasuje- odparł Mike. Wiedział, że spodoba jej się to miejsce.- Chyba możemy odpocząć.

Powolnym krokiem ruszył pod znajdujące się nieopodal drzewo cynamonowe. Siedli pod nim i wyjęli śniadanie, a właściwie resztki ze wczorajszej kolacji, którą jedli w wiosce.

-Miałaś nosa co do tego kurczaka- powiedział Mike, dzieląc to co mieli na pół,- faktycznie dobry. Oby na zimno smakował równie dobrze.

-Zaufaj mojemu przeczuciu- powiedziała do niego Carrie uśmiechając się.- Będzie dobrze.

Nie pomyliła się. Kurczak smażony z woka z tutejszym selerem nadal był dobry. Po całej nocy mięso stało się bardziej kruche, co także poprawiło komfort jedzenia. Sam seler stał się nieco twardszy, ale nadal nadawał potrawie wspaniały aromat.

Jedząc nie dostrzegli zbliżających się do nich ludzi. Byli to tutejsi, prawdopodobnie z wioski nieopodal. Zatrzymali się i spojrzeli na podróżników. Nie kryli zdziwienia. Nie można było im się dziwić. W prawdzie w ostatnich latach w Chinach zaczęli się pojawiać przybysze z Europy, jednak nadal wielu ludzi z prowincji nie miało okazji widzieć ich. Ponadto ta para nie przypominała typowych przybyszów z zachodu. Mike ubraną miał koszule i lekko podziurawiony płaszcz podróżny. Gdyby reszta jego ubioru była podobna zapewne chłopak nie rzucałby się tak w oczy. Jednak dodatkowo nosił japońskie spodnie hakama, które przewiązane były szerokim pasem obi. Za pasem chłopak nosił kij o długości nieco przekraczającej metr. Była to broń powstała także w Japonii, nazywana w tamtych stronach Jō.

Carrie ubrana była w dość praktyczne kimono, na które także miała zarzucony podróżny płaszcz, jednak w jej wyglądzie coś innego przykuwało uwagę. Nie chodziło tu nawet o jej niski wzrost, co o kolor włosów. Dziewczyna bardzo często farbowała włosy. W tej chwili miała je w odcieniu ciemnej zieleni.

-No proszę- powiedział Mike podnosząc się z ziemi,- ktoś chyba idzie w naszą stronę, z tego co widzę twoje włosy znów zrobią furorę.

-No i super- powiedziała Carrie uśmiechając się.

Tutejsi podeszli bliżej. Dopiero teraz można było zobaczyć, że mieli przy sobie narzędzia. Dopiero teraz Mike i Carrie połapali się co to za zapach unosił się w powietrzu, cynamon. Zatem ci ludzie zajmowali się zbieraniem cynamonu.

-Ty mów- powiedział Mike,- lepiej znasz tutejsze języki.

-Skoro tak chcesz- odparła.- Witajcie.

Zbieracze byli zaskoczeni kiedy usłyszeli, że obcy wypowiadają się w ich języku.

-Co tu robicie?- zapytał jeden z nich.

-Postanowiliśmy przyjść obejrzeć wzgórza. Słyszeliśmy, że to niesamowite miejsce. Faktycznie tak jest.

-Miło nam to słyszeć, ale jest to także nasze miejsce pracy- odparł mężczyzna.- Mam nadzieję, że nie będziecie tu zbyt długo.

-Spokojnie, przecież nie zabierzemy stąd niczego. Odpoczniemy chwilę i ruszamy dalej.

-Dobrze- odparł na koniec i oddalił się.

Carrie jeszcze przez chwilę stała w miejscu, po czym odezwała się do Mike’a.

-Następnym razem ty gadasz- powiedziała uderzając go w ramię.

-Ałaj- zawołał Mike, z widoczną, udawaną przesadą.- Co tylko zechcesz mała.

Popatrzyła na niego z przymrużonymi oczami.

-Cicho.

Po chwili razem zaczęli się śmiać i wrócili na swoje miejsce.

-Dobra zdradzisz mi w końcu ten swój wielki cel?- zapytał Mike, kiedy już zaczęli się szykować do dalszej podróży.

-Jasne- zaczęła Carrie, a w jej oczach pojawiła się iskierka,- na południe. Robią tam rzecz, której chciałam spróbować, odkąd przybyłam na wchód.

-Cóż takiego?- Mike był lekko zdziwiony.

-Żmijówki- powiedziała i w tym samym czasie dyskretnie oblizała wargi.

-Ty na serio?

Chłopak nie doczekał się odpowiedzi. Po paru minutach ruszyli przed siebie. Tak jak postanowiła Carrie na południe. Ich podróże miały prosty cel, wydawało się, że trywialny, dwójka przyjaciół nie uważała tak jednak. Wędrowali szlakiem zabytków i jedzenia. 

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki