FANDOM


To Opowiadanie jest autorstwa Rozgadany.


Opowiadanie o tym jak ktoś zakochuje się w kimś w kim nie może się zakochać bo status społeczny i inne czynniki mu na to nie pozwalają.

Życzę miłego czytania.


Laura skradała się pomiędzy domami. Kaptur podartego płaszcza zakrywał jej twarz. Musiała być szczególnie ostrożna, ponieważ zapadł zmierzch i straże przeczesywały ulice w poszukiwaniu osób takich jak ona. Złodziei, nędzarzy. Przebywała teraz w części Camlonu położonej na wzgórzu, czyli tak zwanej "dzielnicy bogaczy". To było miejsce dla wybranych, dlatego Laura, czy inne osoby takie jak ona, nie miały prawa tu przebywać.

Laura przewidywała, że obchód się skończył bo minęła już godzina. Kierowała się do muru "dzielnicy bogaczy". Fosa, która znajdowała się wewnątrz ogrodzenia, była na tyle wysuszona, że poziom wody znajdował się ponad 3 metry pod poziomem miasta. Dziewczyna schodziła w dół fosy i kryła się pod mostem. Jej "mieszkanie" dostatecznie chroniło ją przed zwierzętami nocy. Laura zwykle przed obchodem była w schronieniu, dziś jednak nie udało jej się to. Kiedy wkradła się do karczmy, by wykraść trochę jedzenia, została zatrzaśnięta w małej spiżarni. Stało się to dlatego, że jeden z kucharzy ją przyłapał. W pomieszczeniu była tylko pasza dla zwierząt, więc mężczyzna wepchnął ją tam i zamknął. Wezwał straż. Laura przez dwie godziny siedziała w pułapce. Głód zmusił ją do tego by zjadła paszę. W końcu udało się jej uwolnić i uciekła. Niestety było już ciemno a to oznaczało, że trzeba będzie się skradać bo straże robią pochód.

Zatrzymała się na chwilę w zaułku. Usiadła pod ścianą i okryła się płaszczem, tak aby było ją jak najmniej widać. Zaczęła rozmyślać. Coraz trudniej było jej żyć w taki sposób. Już dużo osób wiedziało, że w murach górnego Camlonu jest bezdomna kobieta. Strażnicy ciągle jej szukali, ale nie mogli znaleźć Laury. Zawsze, jakimś szczęśliwym trafem, udawało jej się uciec. Jednak to szczęście zaczęło ją opuszczać. Doszło do tego, że jakiś młody strażnik zobaczył jej twarz. A ona, widząc jego twarz, przez pierwsze kilka chwil patrzyła się na niego. Pokochała go od pierwszego wejrzenia. Pokochała go, pomimo że on chciał ją zakuć w kajdany i zamknąć w więzieniu. Pokochała go.

Nagle jej czujne ucho usłyszało kroki. Wyjrzała delikatnie zza winkla. Szedł strażnik. I w dodatku ten, którego pokochała. Nie wiedząc co robić, przycisnęła się do ściany tak, aby móc wyskoczyć niezauważoną. Odczekała chwilę. Kroki ucichły. Wyjrzała. Usłyszała kołatanie o drzwi budynku, o którego ścianę się opierała. Strażnik stał przed drzwiami. Otworzyły się i wychyliła się z nich jakaś kobieta.


- Czemu wracasz tak późno? - zapytała ona.

- Przepraszam cię, obchód nam się wydłużył przez jakieś wezwanie od karczmarza, który twierdził, że złapał tę złodziejkę, na którą polujemy - strażnik odpowiedział przepraszającym głosem.

- Dobrze już, ale więcej tak nie rób. Ja z dziećmi martwiliśmy się o ciebie - rzekła kobieta - A teraz wchodź kochany, kolację ci odgrzeję.

Mężczyzna wszedł i zamknął drzwi. Słychać było również chrobot klucza w zamku.

A więc tu mieszkał ukochany Laury. Dziewczyna zakradła się na tył domu i zajrzała ostrożnie przez okno. Strażnik siedział przy stole. Rozmawiał z tą kobietą, która prawdopodobnie była jego żoną. Kiedy tak mu się przyglądała, zauważyła, że był naprawdę przystojny. Nagle szybko schyliła głowę, bo miała wrażenie, że mężczyzna ją zauważył. Zwinnie zeskoczyła z beczki, na której stała i na palcach pobiegła do zaułka. Jednak nie czuła się tu bezpieczna i uciekła dwa domy dalej. Tam schowała się między dwoma beczkami. Odpoczęła chwilę. Wstała i rozejrzała się czujnie. Skradając się między domami doszła do muru i fosy. Weszła pod most, położyła się na starym, podartym kocu i zasnęła.

Laura była na statku. Siedziała w małej kajucie. Przez bulaj wpadało tu światło słoneczne. Pomieszczenie miało ściany wyłożone drewnianymi panelami. Na podłodze ułożona była czarno-niebieska terakota. Znajdowało się w niej łóżko, bardzo zdobne, na którym przesiadywała. Po drugiej stronie stała komoda wykonana z tego samego drewna co mebel do spania. Na ścianach wisiały obrazy. Laura uznała, ze to dziwny wystrój jak na kajutę na statku. Postanowiła wyjść na pokład główny. Kiedy już była tam gdzie chciała, uniosła wzrok. Połowa nieba była pomarańczowa. Na środku tejże połowy znajdowało się słońce. Druga cześć zaś była granatowoczarna, na środku niej znajdował się księżyc. Również na morzu było inaczej. W słonecznej części było jasno, w księżycowej - ciemno. Nagle "granica dnia i nocy" zaczęła się przemieszczać. To w jedną to w drugą stronę. Jednak po chwili słońce zaczęło zachodzić i księżyc "górował". Momentalnie sytuacja na niebie się zmieniła. Po chwili wszystko się wyrównało. Laura patrzyła zdziwiona na "przepychanki" dnia i nocy. Opuściła wzrok. Na pokładzie, kilka metrów przed nią, stał ukochany strażnik. Pobiegła w jego stronę w celu rzucenia się mu na szyję. Kiedy jednak się do niego zbliżyła mężczyzna rozpłynął się w powietrzu. Znów spojrzała w górę. Słońce i księżyc zaczęły się do siebie zbliżać. W końcu połączyły się i utworzyły jeden ogromny zielony kryształek. Patrzyła na to z niedowierzaniem. Nagle kryształek zaczął na nią spadać. Był już blisko Laury, aż tu nagle...

***

- Aaaaaaaaaa! - dziewczyna wrzasnęła z przerażeniem. Rozejrzała się. Most, piach i podarty koc. No tak, to był tylko sen. 

Słyszała kroki. Wyjrzała na powierzchnię. Tu byli ludzie. Zaspała. Obudziła się zbyt późno. Teraz cały dzień będzie musiała spędzić w ukryciu pod mostem, bo nie da rady wyjść niezauważona.

Ktoś przejeżdża przez most. Słyszała stukot kopyt i odgłos przejeżdżającego powozu. Wychyliła ostrożnie głowę. Drogą, bardzo powoli, jechała karoca. Przez okienku pojazdu wychylała się głowa i wpatrywała w twarz Laury. Dziewczyna nie zauważyła tego i nieznajomy przybysz zdążył jej się przyjrzeć. Kiedy spostrzegła, że mężczyzna patrzy się na nią, gwałtownie wskoczyła do swojej kryjówki.

"Bardzo niedobrze, on mnie widział. Jakiś bogaty przybysz widział mnie, kobietę, która kryła się pod mostem. To nie wróży nic dobrego."

Laura ponownie wychyliła głowę. Karoca była na tyle daleko, że nieznajomy już jej nie zobaczy. Schowała się do kryjówki

***

Sir Johann siedział w karocy i rozmyślał nad tym co widział. Piękna kobieta w łachmanach wyglądająca z pod mostu. Co to może znaczyć? Szlachcic nie wiedział, ale czuł, że ta twarz zagości w jego sercu. Pokochał tę dziewczynę od pierwszego wejrzenia.

Sir Johann wyjął flet i zaczął grać balladę miłosną. Po chwili przerwał i poprosił grajka aby zagrał z nim. Muzyk wziął ukulele i z karocy popłynęła piękna melodia.

"Ta kobieta nie daje mi spokoju! Muszę sprawdzić o co chodzi... Ale najpierw spotkanie z zarządcą."

***

Laura była strasznie głodna, ponieważ cały dzień musiała siedzieć w ukryciu. Teraz była noc i nie warto było iść po jedzenie bo wiedziała, że i tak go nie zdobędzie. Położyła się na swoim kocu i zasnęła.

***

Dziewczyna była w ogromnej spiżarni. Na półkach leżało mnóstwo jedzenia. Pieczywo, warzywa, owoce, mięso i wszelkiego rodzaju napoje. W ręku trzymała koszyk. Zaczęła chodzić po spiżarni i wkładać pożywienie do koszyka. Podeszła do stołu, który stał na końcu pomieszczenia. Usiadła na krześle, na blacie położyła kosz. Wyjęła z niego część zawartości. Już zabierała się za jedzenie, aż tu nagle...

***

Laura kurczowo złapała się za brzuch. Głód nie dawał o sobie zapomnieć, a sen tylko spotęgował potrzebę zjedzenia czegoś. Usiadła. Wciąż było ciemno. Wsłuchała się w dźwięki nocy. Huczenie sów, wycie psów i... trzaskanie gałęzi? Słysząc ten odgłos nerwowo poderwała się i walnęła głową o most. Zemdlała.

***

Johann zakradał się pod most. Czuł, że musi poznać tę kobietę. Zajrzał pod konstrukcję. Na piasku leżał podarty koc. Rozejrzał się. Trzy metry niżej, z nogami w wodzie, znajdowało się ciało nieznajomej. Mężczyzna rzucił się w dół piaskowego zbocza. Wyjął dziewczynę z fosy. Nie wiedział co teraz robić. Spojrzał na nią. Jej piękna twarz była lekko zakurzona. Długie brązowe włosy były związane w warkocz. Dziewczyna miała na sobie jedynie brązową sukienkę oraz długi, czarny i podarty płaszcz z kapturem. Nie mógł jej tak zostawić. Wyniósł kobietę z wąwozu. Postanowił, że zaniesie ją do karocy.

***

Laura otworzyła oczy. Strasznie bolała ją głowa. Podniosła się powoli i rozejrzała.

"Gdzie ja jestem?!"

Leżała na jakiejś ławce wysłanej aksamitem. Wnętrze małego pomieszczenia było z drewna. Zarówno podłoga, ściany i sufit. Wyjrzała przez małe okienko. Był wschód słońca. Zauważyła też, że jej "domek" miał koła. I stał przed zamkiem zarządcy.

Ktoś otworzył drzwi. Szybko wstała z łóżka. Z przejścia wyłonił się jakiś mężczyzna.

- Kim jesteś? - spytała nerwowo Laura.

- Spokojnie, spokojnie. Mam na imię Johann.

- Czego ode mnie chcesz? Czemu mnie porwałeś? - dziewczyna spytała z drżącym głosem.

- Nie porwałem cię. Znalazłem cię nieprzytomną w fosie - odparł mężczyzna ze spokojem. Zauważył nerwowe ruchy dziewczyny.

- Uspokój się. Chcę Ci pomóc. Przyniosłem ci trochę jedzenia, bo po twoim wyglądzie wnioskuję, że nie masz zbyt bogatej diety - młodzieniec postawił na ławeczce koszyk z chlebem i jabłkami. Na widok pożywienia Laurze zaświeciły się oczy - częstuj się, to dla ciebie.

Dziewczyna chciała stąd uciec. Jednak głód zwyciężył i Laura niepewnie sięgnęła po jabłko. Zaczęła jeść. Po kliku pierwszych kęsach niepewność zniknęła i po chwili z owocu został tylko ogryzek. Cdn.


Rozgadany (talk)

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki