FANDOM


To Opowiadanie jest autorstwa AsiaAsiaJa.


Znów jestem na targowisku. Mój statek odpływa za godzinę, ale ja mam nadzieję sprzedać jeszcze kilka mikstur, zanim razem z Rithą udamy się do portu.

Naszym celem są Złote Wyspy – nazwane tak dawno temu głównie z powodu tego, iż złoto było tam głównym surowcem eksportowym. Już raz tam byłam, wiele lat temu. Moje eliksiry dobrze się sprzedawały, a mając ze sobą jeszcze Rihę, tym razem najpewniej zbiję fortunę.

Gedon uprzejmie kiwa mi głową. Uśmiecham się do niego i podchodzę do samej Rithy, zwijającej właśnie swój stragan.

– Gotowa? – pytam.

– Jak nigdy dotąd! – dziewczyna spogląda na mnie, oczy jej iskrzą.

Nagle Gedon posyła mi ostrzegawcze spojrzenie. Spoglądam przez ramię.

– O nie...

Ulicą zbliża się Regan oraz jego pięciu ludzi, są konno. Każdy z nich ma na twarzy wymalowaną bezgraniczną wściekłość.

– Czy ta szuja kiedykolwiek się od nas odczepi? – Ritha zarzuca swoją przepastną torbę na ramię. – Dhalia, co robimy?

Nie zastanawiając się wiele, chwytam za uzdę pierwszego konia, jakiego zauważam. Jego właściciel kupuje właśnie warzywa przy straganie Chudej Jesee. Ogier jest kasztanowy, ma jednak ciemną grzywę. Wkładam jedną nogę w strzemiączko, drugą przerzucam nad jego grzbietem. Wyciągam rękę do Rithy. Dziewczyna siada zgrabnie przede mną. Chwytam za wodze. Pogoń jest coraz bliżej. Właściciel konia zauważa mnie i zaczyna krzyczeć.

– Oddam! – wołam do niego, po czym zmuszam ogiera do cwału przez targowisko.

Regan siedzi nam na ogonie. Na placu zapanowuje istny chaos, gdy sześć koni wpada na przeróżne kramy. Przewracam stoisko z rybami, próbując wyminąć stragan z owocami. Przede mną wyrasta nagle wóz z workami mąki. Ogier zrywa się do skoku wo ostatniej chwili; pogoń nie ma tyle szczęścia. Reganowi udaje się ominąć wóz, jednak dwóch jego ludzi wypada z siodeł wprost w worki. Ritha odwraca głowę, by spojrzeć na nich triumfalnie.

– Pieprzcie się! – radośnie rzuca przez ramię.

Wyjeżdżamy z terenu targu. Wciąż cwałując, kieruję się na brukowaną ulicę prowadzącą do portu. Regan oraz jego trzej podwładni wciąż nas ścigają.

Wpadam na pomysł. Skręcam konia ostro w lewo, w wyniku czego galopuję wprost na wysoki mur. W ostatniej chwili udaje mi się z powrotem wyprostować trajektorię, natomiast wszyscy trzej mężczyźni, oprócz Regana, po kolei przeżywają bardzo bliskie spotkanie z cegłami.

Nie oglądając się za siebie, zeskakuję z konia, a zaraz po mnie Ritha. Klepię ogiera po szyi.

– Dobrze się spisałeś – mówię.

Nasz statek jest mały, nawet bardzo. To czyjaś prywatna łajba – na pokładzie dostrzegam dwóch mężczyzn żywo rozmawiających ze sobą.

– Hej! – woła do nich Ritha. – Czy któryś z panów nie jest przypadkiem Claverem Hadsnottem?

– Tak się składa, że ja nim jestem – wyższy mężczyzna schodzi po trapie na ląd. Jest całkiem przystojny, ma opaloną skórę, ciemne włosy oraz bursztynowe oczy. – Czy pani Dhalia Redins?

– To ja – mówię, po czym pochylam się do niego konspiracyjnie. – Wie pan, powinniśmy odpływać dopiero za pół godziny, ale zależy nam, hmm, na pośpiechu...

– Pani wybaczy, ale czekamy jeszcze na kogoś – Hadsnott robi smutną minę. – Mogą panie natomiast wejść na pokład, miejsca u nas wiele. Mój brat Dorwin pokaże paniom kajuty.

Kiedy wchodzimy po trapie, mężczyzna mruga do Rithy. Ta rumieni się i odwraca wzrok. Siadam na ławie na dziobie statku. Zapatruję się w morze. Słyszę krzyki mew, Dorwina mówiącego coś do osoby, która właśnie wchodzi na łajbę, oraz odpowiadający mu głos Regana.

Zastygam.

Tak, to na pewno jest Regan. Dlaczego znajduje się na tym statku, pozostaje dla mnie tajemnicą. W jego rozmowie z Dorwinem pada moje nazwisko.

– Redins? Taka brunetka? – facet najpewniej wskazuje prosto na mnie. – A, tam siedzi.

Regan zbliża się do mnie, słyszę dźwięk wyciąganego z pochwy miecza. Wstaję z ławki i odwracam się błyskawicznie, wyszarpując sztylet zza pasa.

– Hola, hola! – Claver wkracza pomiędzy nas. – Żadnych walk na moim statku.

Prycham, lecz posłusznie chowam broń. Regan niechętnie idzie w me ślady.

– Gdzie cię niesie, Redins? – rzuca ostentacyjnie.

– Do morza pełnego piranii, żeby cię tam wrzucić.

– To bardzo miłe z twojej strony. – bawi się sznurkiem od woreczka, który ma zawieszony na szyi. – Ja natomiast płynę na Złote Wyspy.

Otwieram szerzej oczy. Widząc to, Regan rozdziawia usta.

– No nie. Nie mów, że ty też...

– Ale...

– Dlaczego?! – wołamy jednocześnie.

Przez chwilę zapada cisza, a potem oboje zaczynamy się śmiać.

Trwa to krótko. Czuję się dziwnie. Odwracam się, by odejść do kajuty.

– Hej, Redins! – woła za mną Regan. – Zawieszenie broni. Ale tylko na czas wyprawy. Kiedy moja noga z powrotem stanie w tym porcie, znów jesteśmy śmiertelnymi wrogami.

Kiwam głową na znak potwierdzenia. Statek chybocze się, po czym zaczyna płynąć.

Odbijamy.



Ktoś prosił o kontynuację Wieczoru, więc oto jest :) Pierwsza część krótkiej serii przygód Dhalii Redins na Złotych Wyspach.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki