FANDOM


To Opowiadanie jest autorstwa CryoGuy2.


Rozdział I „Początek”

Zerwałem się szybko z łóżka cały spocony i zadyszany.

To był tylko koszmar, ale jak prawdziwy. Nagle poczułem, że zaraz rzygnę. Wstałem szybko z łóżka i podbiegłem do kosza. Jednak to był fałszywy alarm, aczkolwiek złapał mnie okropny kaszel. Zauważyłem, że coś wyleciało z moich ust na podłogę. Dwoma palcami przetarłem to i spojrzałem na to dokładniej. Krew. Cholera, pomyślałem poirytowany, czyli jednak ten nawyk mi nie minął.

Wstałem i podszedłem do zegarka. Jego cyfrowe liczby wskazywały piątą nad ranem. Oznaczało to godziny nudów. Opadłem na łóżko i przeciągnąłem się. Nadal dręczył mnie ten koszmar. Dlaczego? Proste, to tak jakbym zaglądał w nieciekawą przeszłość. Wstałem i poszedłem do ubikacji, przy okazji biorąc ciuchy na przebranie. Zabrałem bieliznę, ciepłe spodnie, koszulkę z krótkim rękawkiem i bluzę.

Łazienkę miałem dosłownie obok. Wchodząc, po prawej stronie miałem prysznic, natomiast po lewej pralkę i kosz na pranie. Jedno teraz mnie interesowało – umywalka, a nad nią szafka z lustrem. Rzuciłem nowe ciuchy na chwilę na pralkę i zdjąłem stare. Wyciągnąłem z szafki pastę do zębów, a gdy ją zamknąłem przez jakiś czas spoglądałem na swe odbicie w lusterku. Moje wyraziste piwne oczy, jak zawsze były zmęczone. Odkręciłem trochę wody, aby przemyć twarz. Nabrałem trochę na dłonie chłodnawej wody i od razu opłukałem nią twarz. Brr! Jaka chłodna! Resztką przetarłem swoje potargane włosy. Kiedyś miałem je czarne jak śmierć. Ale teraz znacząco zsiwiały. Możliwe, że ze stresu. W końcu prawie codziennie się zamartwiam, chociaż nie powinno mnie nic interesować, oprócz własnej dupy. W końcu jestem tylko trzynastolatkiem. Nałożyłem trochę pasty na szczoteczkę i wyszorowałem swoje zęby i opłukałem już trochę cieplejszą wodą. Przebrałem się w nowe ciuchy i poszedłem do kuchni.

Zszedłem ze schodów i skręciłem w prawo. Wyciągnąłem z półek odpowiednie składniki i zrobiłem sobie kanapki. W między czasie spojrzałem w stronę zegara. Cholera, jeszcze pół godziny. Postanowiłem, że od razu pójdę do Izzy, w końcu dzisiaj są jej urodziny. Trzydziesty pierwszy listopada. Cholera, za miesiąc moje.

Isabelle, czy raczej Izzy, była moją dziewczyną od paru dobrych lat. Miła dziewczyna, troskliwa i ładna. Jest brunetką i ma piękne miedziane oczy. Jest o rok ode mnie starsza.

Założyłem buty oraz coś cieplejszego na siebie. Kiedy uznałem, że jestem gotów, wyszedłem z domu. Chłodny powiew wiatru uderzył mnie od razu w policzek. Szlag, jak może być tak zimno? Dopiero jest listopad. Wyszedłem poza furtkę i ruszyłem chodnikiem w prawo. Na szczęści, Isabelle, mieszkała jedynie dwa domy dalej ode mnie. Między nami był opuszczony budynek. Kiedyś, to znaczy, jak moi rodzice żyli, tutaj mieszkała bardzo sympatyczna rodzina, dosłownie przyjaciele naszych rodzin. Zawsze spędzaliśmy razem wolny czas. Nawet czasami zdarzało się nam w święta. Ach, piękne czasy.

Podszedłem do okna pokoju Izzy i zawołałem ją. - Isabelle!

Po jakimś czasie podeszła do okna i spojrzała na mnie swoimi miedzianymi oczami. Od razu się uśmiechnęła, jak i vice versa. Wskazałem palcem drzwi, dając jej do zrozumienia, żeby otwarła drzwi. Po chwili zniknęła za firanką, więc podszedłem do drzwi i czekałem, aż otworzy. W końcu drewniane drzwi rozwarły się, a w ich futrynie pojawiła się mała postać mojej dziewczyny.

- Odbiło Ci? – zapytała kryjąc swoje szczęście, a udając oburzenie.

- Jeszcze zachowuję krzty rozumu, aby nie budzić Cię o północy, kiedy mam złe sny i nie umiem zasnąć. – przeszedłem przez próg i pocałowałem ją w usta. Ona jednak nie była jakkolwiek uszczęśliwiona tym, co przed chwilą słyszała.

- Koszmary? Znowu? To już któryś raz z rzędu w tym miesiącu. I na pewno jeszcze krwią kaszlałeś? – zapytała. Spróbowałem unikać jej wzroku, jednak ona nie ustępowała.

– Szlag by to, Deny. Przestań myśleć o przeszłości, człowieku! A jak w końcu dostaniesz zawału przez to? I umrzesz na miejscu… - wydawała się wystraszona tą myślą, dlatego chwyciłem ją w objęcia i pocałowałem w czoło.

- Izzy, zaufaj mi. – szepnąłem jej w ucho – Nic mi się nie stanie. I promise. – to było dla mnie typowe. Niekiedy po prostu wolałem powiedzieć coś po angielsku, dla mnie tak jest lepiej.

– Heh, w ogóle wszystkiego najlepszego, księżniczko. Jesteś gotowa? - zapytałem.

- Tak. – odpowiedziała – Całą noc myślałam nad tą imprezą. Zrobimy ognisko, w lesie, jedynie dla tych wybranych. Natomiast najpierw pobawimy się wszyscy razem w domu. – spojrzałem na nią niepewnie. „Wybrani”? – Och, nie bądź taki bojaźliwy. Będzie okay. Obiecuję. – i pocałowała mnie w usta.

- Najpierw na pewno trzeba zrobić zakupy, czyż nie? – zapytałem łobuzersko.

- Zaskoczę Cię – większość rzeczy jest już kupiona. Wystarczy tylko wykonać poprawki i powiedzieć tym „wybranym” o imprezie dla VIP-ów.

- No, to poczekam na Ciebie tutaj. – usiadłem sobie na małe krzesełko czekając grzecznie na ukochaną. Kiedy wróciła wstałem i przeleciałem ją wzrokiem. Zamiast piżamy miała ubrany dres, mimo tego oszałamiająco wyglądała. Założyła buty i zarzuciła kurtkę, wtedy podjąłem;

- A więc, kto pierwszy jest zaszczycony być uczestnikiem Twojej szalonej imprezki, milady?

Kiedy wracaliśmy dochodziła dwunasta. Ja wraz z Izzy obeszliśmy wszystkich naszych dobrych przyjaciół i paru z jej rodziny, których znałem dobrze. Uff! Jestem spokojny co do jej bezpieczeństwa. Już powoli dochodziliśmy pod jej dom, aż nagle odwróciła się do mnie i rzekła:


- Został nam jeszcze jeden chłopak.

- Co proszę? – zapytałem kompletnie zbity z tropu. Wskazała na ruderę obok mojego domu

- Tam mieszka jeszcze jeden koleś. Niedawno się wprowadził, nie wiedziałeś? – obejrzałem bardziej orientalnym okiem cały dom i dopiero teraz uświadomiłem sobie, że nie jest aż taka opuszczona, jednak była remontowana… po części. Ruszyłem więc za Isabelle do tego domu. Nadal nie byłem pewny czy to dobry pomysł.

- Ile go znasz? – zapytałem.

- Nie dość długo, jednak bardzo się z nim związałam. Prawdziwy mężczyzna i przyjaciel. – stanęliśmy przed drzwiami starego domu, a Izzy zapukała trzy razy. Po minucie czekania drzwi się otwarły, a postać która ukazała się w nich zaskoczyła mnie bardziej, niż cokolwiek innego.

- Cześć Billy! – zaczęła Izzy – Chciałam tylko powiedzieć, że po dwudziestej trzeciej, czyli po imprezie urodzinową robię inną, tylko dla wybranych osób. Dasz się zaprosić?

- Jasne – odpowiedział chłopak basowym głosem ciągle patrząc na mnie – przyjdę. – i zamknął drzwi.

Cholera jasna, pomyślałem po chwili. Kurczę, przecież to ten sam chłopak, co z mojego snu.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki